Jak rozmawiać przy
świątecznym stole (bez kłótni)
Świąteczne spotkania rodzinne mają być ciepłe. Za często zamieniają się w udrękę. Dlaczego? Bo zapomnieliśmy, jak ze sobą rozmawiać, a przede wszystkim jak rozmawiać z samymi sobą.
Trochę o mnie
Grudzień zawsze był dla mnie magicznym miesiącem, bo wtedy się urodziłem. Dorastałem w rodzinie pełnej magii. Mama leczyła ziołami i masażem, ciocia uczyła feng shui. Jej wahadełko było pierwszym, jakie trzymałem w ręku, w wieku siedmiu, ośmiu lat.
Byłem dzieckiem „innym”. Wrażliwość nie ułatwiała mi dorastania. Rówieśnicy mnie nie rozumieli i nieraz doświadczyłem agresji. Świat duchowy był moim schronieniem.
W wieku dziewiętnastu lat zacząłem pracować z ludźmi: najpierw z kartami, wkrótce potem z energią i uzdrawianiem. Tam odnalazłem siebie. Moja dusza, która zawsze chciała być blisko ludzi i im pomagać, wreszcie poczuła się jak w domu.
Co ukrywa agresja
Lata zaglądania w ludzi od środka zmieniły to, jak widzę świat. Najbardziej smuci mnie to, jak źle się porozumiewamy. Wokół jest tyle agresji, a ona prawie zawsze coś przykrywa: zranione serce, ból, smutek i miłość, która jest w każdym z nas.
Przeciążeni obowiązkami, frustrujemy się. Byle drobiazg wyprowadza nas z równowagi. Wybuchamy na tych, których kochamy, czujemy się winni i zagłuszamy poczucie winy kolejną porcją pracy. Błędne koło.
Żeby nauczyć się rozmawiać z innymi, najpierw musimy nauczyć się rozmawiać ze sobą.
Bądź dla siebie łagodna, a będziesz łagodniejsza dla rodziny. Zaczyna się od odpoczynku. Nie wszystko musi być idealne. Krótki spacer, filiżanka herbaty w ciszy, kilka głębokich oddechów rozładowują więcej napięcia, niż się spodziewasz.
Głowa i serce
Pracując z ludźmi, zauważyłem, że porozumiewamy się na dwóch głównych poziomach. Nazywam je „głową” i „sercem”.
W głowie są nasze myśli, przekonania, lęki i złość. W sercu jest to, co naprawdę czujemy: miłość, smutek, poczucie, że czegoś brakuje, nawet jeśli nie umiemy tego nazwać.
Kiedy dwie osoby rozmawiają „z głowy”, robią się z tego zawody. Kto ma rację? Argumenty, kontrargumenty, długie, wyczerpujące rozmowy, frustracja, kłótnia. Żadna ze stron tego nie chciała.
W bliskich relacjach nigdy tak naprawdę nie chodzi o rację. Każdy ma swoją jej wersję. Najczęściej czujemy się zranieni, pominięci, po prostu niekochani. Tam leży prawdziwy problem.
Złość prawie zawsze przykrywa smutek.
Idealny moment
Święta to idealny czas, żeby otworzyć serce na drugiego człowieka. Wycisz na chwilę trudne emocje. Uśmiechnij się. Daj komuś szansę i porozmawiaj z nim szczerze, także o tym, co boli.
Jestem przekonany, że właśnie wtedy dzieje się prawdziwa magia: taka, która zostaje z Tobą, Twoją rodziną i wszystkimi wokół przez cały nadchodzący rok.