Zaprzyjaźnij się
ze swoimi emocjami
Emocje towarzyszą nam cały czas. Przejmują stery, zaciemniają osąd, utrudniają życie bardziej, niż trzeba. Kiedy pracuję z ludźmi, często słyszę: „To bardzo skomplikowane”. Uśmiecham się lekko i mówię: „Nie, to proste”.
Oto dlaczego — i kilka sposobów, żeby emocje przestały pociągać za sznurki.
Twój ból nie jest aż tak wyjątkowy
Wszyscy przeceniamy własne emocje. Wydają się wyjątkowe, bo są nasze. Inni mają łatwiej, myślimy. Mają lepiej.
To nieprawda. Świadomie czy nie, gloryfikujemy swoje cierpienie — i robimy sobie w środku największy możliwy bałagan.
To, co wydaje się skomplikowane i jedyne w swoim rodzaju, w większości przypadków jest proste i ludzkie. Spróbuj powiedzieć: „Czuję złość. Smutek. Strach. Jak każdy”. Nagle łatwiej to poukładać.
I rozmawiaj z ludźmi. Gdybyśmy częściej dzielili się tym, co dzieje się w środku, odkrylibyśmy, jak bardzo jesteśmy do siebie podobni — i że nie jesteśmy w tym sami.
Zadaj inne pytanie
Najczęstszy błąd to zadawanie złego pytania. Pytamy: dlaczego to się stało? Mielimy fakty w kółko, szukamy w nich logiki i kręcimy się w zamkniętym kole.
Pomocne pytanie nie brzmi: „dlaczego to się stało?”. Brzmi: „dlaczego tak się czuję?”.
Wydarzenia są neutralne. To my nadajemy im emocjonalne znaczenie — zależnie od tego, jak ukształtowało nas życie.
Dlatego sytuacje wracają jak bumerang. Na powierzchni mogą wyglądać zupełnie inaczej — a nieść dokładnie tę samą emocję.
Ostre słowo szefa może wywołać dokładnie to samo, co poczułaś, kiedy partner zapomniał o Twoich urodzinach. Dwa różne wydarzenia, jedno uczucie: „moje potrzeby się nie liczą”. Jeśli analizujesz wydarzenia osobno, przeoczysz to połączenie.
Zamiast więc gonić za szczegółami, zapytaj: Czy już kiedyś tak się czułam? Czy znam to uczucie? Kiedy nauczysz się widzieć emocję oddzielnie od wydarzenia, rozplątanie tego wszystkiego stanie się dużo łatwiejsze.
Przestań walczyć
Najgorsze, co możesz zrobić z emocją, to próbować ją pokonać.
Emocje po prostu są i zawsze będą. Zaakceptuj je, a łatwiej odejdą. Walcz z nimi, a zaczniesz złościć się na siebie, że jesteś smutna, i frustrować się, że jesteś zła — dokładając nowe napięcie do starego.
Najtrudniej jest z żałobą. Większość z nas chce się jej pozbyć jak najszybciej, żeby udowodnić, że jesteśmy silni i znów stoimy na nogach. Ale żałobę trzeba przeżyć. Pozwól jej być. Minie. Zepchnięta w głąb, wróci później — jako depresja, ból albo coś, czego się nie spodziewasz.
Pomocne pytanie nie brzmi: „dlaczego to się stało?”. Brzmi: „dlaczego tak się czuję?”.
Płacz
„Nie płacz” to chyba najgłupsza rada, jaką w życiu słyszałem.
Płacz to naturalny sposób, w jaki ciało radzi sobie z nadmiarem emocji. Właśnie dlatego, że jest niekontrolowany, oczyszcza głębiej niż jakakolwiek medytacja czy analiza. To uwolnienie frustracji, strachu i smutku hurtem.
Nie powstrzymuj go. Wypłacz się do końca, a szybciej staniesz na nogi.
Daj sobie prawo do uczuć
Trudne emocje są ludzkie. Próby kontrolowania ich albo tłumienia niemal zawsze sprawiają, że stają się silniejsze.
Bądź dla siebie cierpliwa. Odpoczywaj, kiedy tego potrzebujesz, zamiast zmuszać się do bycia silniejszą czy sprawniejszą, niż jesteś w tej chwili.
Daj sobie prawo, żeby czuć, być i to przeżyć. Z tego miejsca nawet najtrudniejsze wyzwania łatwiej będzie udźwignąć.