Czy uzdrawianie
energią działa?
Ludzie pytają mnie o to cały czas – zwykle w połowie z ciekawości, w połowie gotowi przewrócić oczami. W porządku. Bądźmy szczerzy: nauka nie potrafi zmierzyć uzdrawiania energią ani powtórzyć go w laboratorium. Przynajmniej jeszcze nie. Więc wykresów Ci nie pokażę. Mogę za to powiedzieć, co widziałem przez ponad piętnaście lat pracy z ludźmi.
Bez dymu i teatru
Zapomnij o aksamitnych szatach i dramatycznych szeptach. Sesja uzdrawiania zaczyna się u mnie od rozmowy. Ty mówisz, ja słucham – i jednocześnie wracam z Tobą, na poziomie energetycznym, do miejsc, w których zgubiłaś kawałki siebie. Opisuję to prosto: widzę, czuję i wiem.
Większość ludzi przychodzi z długą listą faktów. „On zrobił to, ona powiedziała tamto.” Wtedy mówię: stop. Fakty są neutralne. Liczy się to, jak się czułaś – i gdzie już kiedyś tak się czułaś.
Wszystko, co magiczne, jest też ludzkie
Tu ludzie zwykle są zaskoczeni. Zła energia, „klątwa”, ciężar, który za Tobą chodzi – to wszystko musi się czegoś trzymać. Jak wirus, który potrzebuje zaczepienia na komórce. Tym zaczepieniem prawie zawsze jest emocja, której nigdy nie przepracowałaś.
Negatywne energie to więc objaw, nie przyczyna. Kiedy pracujemy z przyczyną, to, co utknęło, po prostu nie ma się już czego trzymać.
Tym zaczepieniem prawie zawsze jest emocja, której nigdy nie przepracowałaś.
Co się właściwie czuje?
U każdego coś innego. Niektórzy czują ciepło, mrowienie albo dziwny ciężar, który powoli odchodzi. Niektórzy płaczą, nie wiedząc dlaczego – i potem czują ulgę. Inni są zmęczeni, ale tym dobrym zmęczeniem, jak po długim spacerze. A jeszcze inni w trakcie sesji nie czują nic szczególnego i dopiero po kilku dniach zauważają, że inaczej reagują na te same stare sytuacje.
To wszystko jest normalne. To nie jest pokaz. Jeśli ktoś obiecuje Ci fajerwerki, uważaj.
Czy to działa?
Nie udowodnię Ci tego na papierze. Widzę natomiast ludzi, którzy wychodzą lżejsi, jaśniejsi, bardziej sobą – a potem trochę inaczej układają swoje życie.
Może to brzmi mniej magicznie, niż się spodziewałaś. I o to właśnie chodzi. Duża część mojej pracy to odczarowanie problemu – żebyś wreszcie mogła się z nim zmierzyć.