Czy karma to kara?
O karmie mówi się dużo, a sporo z tego to nieporozumienia. Mylnie myślimy, że karma działa na zasadzie nagrody i kary. Spodziewamy się, że trudności obecnego życia są karą za coś, co zrobiliśmy w przeszłości. A to wcale tak nie działa!
Dobro i zło są względne
We wszechświecie — a nawet w naszej własnej rzeczywistości — pojęcia dobra i zła są bardzo względne. Jedno nie istnieje bez drugiego; gdyby jednego zabrakło, stracilibyśmy tło, na którym w ogóle możemy je odróżnić.
Nasze wyobrażenie o dobru i złu często kształtuje kultura i moralność wyssane z mlekiem matki. A kultura i moralność bardzo się różnią w różnych zakątkach świata.
„Na górze” nikt nie ocenia
Dla energii, dla wszechświata — albo, jak to nazywam, „na górze” — istnieją odcienie, czyli wibracje. Rzeczy, które robimy, mają różne kolory, różne dźwięki i po prostu tym się różnią. „Na górze” nikt nie ocenia.
Gdybyśmy traktowali karmę jako system nagród i kar, musielibyśmy założyć jakąś uniwersalną moralność — a taka po prostu nie istnieje. Wszystko, co dzieje się we wszechświecie, czemuś służy; to proces albo doświadczenie — nawet jeśli w chwili, gdy je przeżywamy, wydaje się trudne, straszne i nie do zniesienia.
„Na górze” nikt nie ocenia.
Kluczem są emocje i intencja
Dlaczego więc czasem czujemy, że jesteśmy karani za coś, co wydarzyło się, powiedzmy, 300 lat temu? Kluczem do zrozumienia procesów karmicznych są emocje. Tak jak tu i teraz przeceniamy fakty z naszego życia i zapominamy o emocjach, tak samo dzieje się w procesach karmicznych.
Może w poprzednim życiu pomagałaś ludziom — więc w następnym na pewno czeka Cię nagroda, pomyślisz. Niekoniecznie. Jeśli pomagałaś po to, żeby czuć się ważna albo potrzebna, to choć Twoje uczynki były dobre, możesz ponosić ich konsekwencje. Bo reinkarnacja rozlicza nas z intencji.
Karma uczy, a nie karze
Karma i procesy karmiczne absolutnie nas nie karzą. Uczą nas i motywują do zmiany, przemiany i rozwoju. Karma mówi o konsekwencjach naszych intencji, bo to intencje tworzą rzeczywistość.
Każda dusza tęskni za tym, żeby być lżejsza i czystsza. Dlatego rzeczywistość czasem zasypuje nas trudnymi wydarzeniami i zbiegami okoliczności. To głos naszej duszy, naszej ukrytej siły, która chce się uwolnić od tego, co ją przygniata — żebyśmy pamiętali, że złe rzeczy też się kończą, a to, kiedy się skończą, zależy od nas.
Szczęście jest tu i teraz
Żeby zmierzyć się z karmiczną przeszłością, wcale nie musimy się z nią mocować ani boksować. Jeśli potrafimy zachować pogodę ducha i spokój w sercu nawet w największych burzach, to, co przynieśliśmy z poprzedniego wcielenia, rozwiąże się praktycznie samo.
Przychodząc na ten świat, od samego początku mamy w sobie wszystko, czego potrzebujemy, żeby być szczęśliwi. Zwykle po prostu o tym zapominamy, przygnieceni różnymi wydarzeniami.
Zacznijmy od tego, żeby uświadomić sobie, że nic nie trwa wiecznie, problemy też się kończą, a po burzy wychodzi słońce. Kiedy to zrozumiemy, jesteśmy tylko o mały krok od spokoju ducha i dziwnego uśmiechu w sercu.