Czy jestem
empatką?
Wchodzisz do pokoju i wiesz, że coś jest nie tak, zanim ktokolwiek się odezwie. Zatłoczony sklep Cię wykańcza. Smutny film siedzi w Tobie przez kilka dni. A potem czytasz w internecie listę objawów i myślisz: to ja. Jestem empatką. Pracuję z ludźmi od lat jako jasnowidz i uzdrowiciel i spotykam bardzo wielu wrażliwych ludzi. Powiem Ci więc, jak ja to widzę – bez brokatu.
Co właściwie znaczy być empatką
Bądźmy szczerzy: nie jestem wielkim fanem tej etykiety. Każdy ma do tego dostęp. Każdemu zdarzyło się pomyśleć o kimś, a ten ktoś zaraz zadzwonił. Czucie innych ludzi jest czymś ludzkim, a nie egzotycznym.
Niektórzy z nas mają po prostu podkręconą głośność. Tylko tyle. To nie supermoc ani choroba. To rodzaj słuchu – i jak każdy słuch może być darem albo bólem głowy, zależnie od tego, co z nim zrobisz.
Objawy wysokiej wrażliwości
Czujesz nastrój w pomieszczeniu, gdy tylko do niego wejdziesz.
Po dniu spędzonym z ludźmi jesteś wyczerpana, nawet jeśli to był miły dzień.
Czyjś smutek albo złość zostają w Tobie długo po tym, jak ta osoba poszła do domu.
Obcy ludzie opowiadają Ci w autobusie historię swojego życia.
Powiedzenie „nie” jest dla Ciebie niemal fizycznie trudne.
Potrzebujesz czasu w samotności tak, jak inni potrzebują snu.
Wiesz, kiedy ktoś kłamie, nawet jeśli wszystko, co mówi, brzmi sensownie.
Jeśli przy większości z nich kiwałaś głową, pewnie jesteś bardzo wrażliwa. Teraz ważniejsze pytanie: co dalej z tą informacją?
Czyje to uczucie?
To pytanie, które chciałbym, żeby każda wrażliwa osoba nosiła w kieszeni: czy to moje?
Kiedy spada na Ciebie ciężkie uczucie, zatrzymaj się na chwilę i zapytaj. Bardzo często odpowiedź brzmi: nie, złapałam to gdzieś po drodze. I już samo zauważenie tego trochę je rozluźnia.
Ale jest tu pewien haczyk. Cudze emocje nie przyklejają się do nas przypadkiem. Czepiają się czegoś, co już jest nasze. Czyjś smutek zostaje z Tobą najdłużej wtedy, gdy trafia na Twój własny smutek, któremu jeszcze się nie przyjrzałaś. Wszystko, co magiczne, jest też ludzkie. To gdzieś w nas jest zaproszenie.
Cudze emocje nie przyklejają się do nas przypadkiem.
Dlaczego wrażliwi ludzie tak się męczą
Wiele bardzo wrażliwych osób wcześnie nauczyło się czytać atmosferę. Kiedy jesteś dzieckiem i czujesz się trochę niedokochana, zaczynasz obserwować twarze – czy mama jest zła, czy tata jest smutny, co mam zrobić, żeby było dobrze? To działa. Daje poczucie bezpieczeństwa. A potem masz czterdzieści lat i wciąż skanujesz każde pomieszczenie w poszukiwaniu zagrożenia.
Jest też mniej wygodna strona. Pomaganie ma swoje motywy. Bycie tą, która wszystkich rozumie, daje uwagę, wdzięczność, poczucie, że jest się potrzebną. To nic złego. Ale warto zapytać, co masz z dźwigania cudzych uczuć – bo często właśnie dlatego ich nie odkładamy.
Wrażliwość to nie słabość
Świat nie potrzebuje mniej wrażliwych ludzi. Potrzebuje wrażliwych ludzi, którzy wiedzą, gdzie kończą się oni sami, a gdzie zaczynają inni.
Kiedy uzdrowisz własne stare uczucia, cudze emocje nie mają się już czego uczepić. Nadal je czujesz – ale przechodzą przez Ciebie jak pogoda, zamiast się wprowadzać. Nie musisz przestać czuć. Wystarczy, że wrócisz do siebie.